top of page

Lanzarote, Hiszpania

  • 10 maj
  • 12 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 12 maj

[Ten post zawiera linki afiliacyjne - nasze podróże finansujemy sami, a jeśli zdecydujecie się skorzystać z naszych rekomendacji, będzie nam miło jeśli skorzystacie z naszego linku, dzięki czemu dostaniemy mały % prowizji]


Nie wszystkie podróże muszą być z bucket list. Czasami potrzeba łatwej destynacji na krótki wypad, i takie było dla nas Lanzarote. Mieliśmy do wykorzystania 4 dni (długi weekend wielkanocny, w Wielkiej Brytanii oprócz poniedziałku wolny jest także piątek) i ten kierunek okazał się doskonały na taki czas. Celowo odpuściliśmy np. Teneryfę, wiedząc, że do zobaczenia mielibyśmy tam zbyt dużo. Co polecamy zobaczyć, gdzie zjeść i gdzie się zatrzymać na Lanzarote, znajdziecie w tym poście!



Dlaczego nikt nie mówi o tym, jak wyjątkowe jest Lanzarote?

Może tylko nam wszystkie Wyspy Kanaryjskie zlewały się w jedno, a nazwy brzmiały zbyt znajomo i trochę oklepanie, by brać je pod uwagę. Trochę „na szczęście”, bo z tego samego powodu były naszymi kandydatami na ten wyjazd, a szybko okazało się, że Lanzarote jest bardzo w naszym stylu. Nietypowa natura ukształtowana aktywnością wulkaniczną, wyjątkowo jednolita i estetyczna architektura (o tym za chwilę), do tego winiarnie i plaże do surfingu, czego chcieć więcej?


Za tą estetyczną architekturą stoi niesamowita historia i choć sama wolę, gdy podróżnicze posty to bardziej konkrety niż osobiste opowieści, uważam, że o tym trzeba wiedzieć, zanim rozpoczniecie zwiedzanie Lanzarote, bo zbyt dużo miejsc do niej nawiązuje i będzie odpowiedzią na pytania, które na miejscu słyszeliśmy od kompletnie clueless Amerykanów ;)


Cesar Manrique - człowiek, który stworzył Lanzarote

Lanzarote do lat 60. była postrzegana jako uboga i mało atrakcyjna turystycznie wyspa, z szarymi budynkami wtapiającymi się w czarnowulkaniczny krajobraz. Jej los odmienił zakochany w swojej małej ojczyźnie artysta, Cesar Manrique. Po studiach w Madrycie i pracy w Nowym Jorku wrócił na rodzinną wyspę z misją rozkochania w niej mieszkańców i rządzących, tak by zacząć podkreślać jej piękno i sprawić, by docenili je też inni. To dzięki wpływom Cesara Manrique na wyspie wprowadzono warunki zabudowy, takie jak białe elewacje i dachy oraz okiennice w zieleni, czerni lub niebieskim, dla kontrastu z wulkaniczną skałą, ograniczenie wysokości budynków do maksymalnie dwóch pięter, by nie tworzyć molochów przytłaczających horyzont, czy niskie ogrodzenia, by zostawić uczucie szerokiej i niezakłóconej przestrzeni. I pomyśleć, że ktoś pomyślał o tym tyle lat temu, wdrożył to w życie, przekonał do tego wszystkich mieszkańców i po tylu latach wciąż ma to zastosowanie!



Cesar Manrique stworzył również kilka miejsc na wyspie, które dzisiaj moglibyśmy nazwać instagramowymi spotami, czyli miejsca zaprojektowane tak, by zachwycały wizualnie i przyciągały turystów swoją fotogenicznością. Z tym, że Cesar myślał również o funkcji praktycznej oraz wykorzystaniu naturalnego piękna danego miejsca, i tak np. powstała kawiarnia na punkcie widokowym, oszklona, niczym wtopiona w skałę. Już nie mówiąc o tym, że wpadł na to 50 lat temu, długo przed tym, gdy każdy miał w ręku telefon do robienia zdjęć, i Instagrama, by mieć je gdzie wrzucać!


Cesar zmarł w wypadku samochodowym w 1992 roku i nie dokończył wszystkich swoich projektów. Na wyspie oprócz zwiedzania miejsc, które stworzył, można również odwiedzić jego domy. A dla chętnych, polecamy dokument o Cesarze, który był też wyświetlany w jednym z jego domów, a w domu obejrzycie go na YouTube (nie w najlepszej jakości, ale to niestety jedyne miejsce, gdzie znajdziecie go z angielskimi napisami).



Informacje praktycznie

Tradycyjnie, na start mapka z naszymi miejscami:


Loty

O ile z Polski przylot na Lanzarote może być trochę problematyczny, bo z tego, co się orientowałam, bezpośrednie loty są ograniczone i zależą od sezonu, tak z Wielkiej Brytanii nie ma z tym problemu i dolecieć można tu zarówno Ryanairem, easyJetem czy British Airways (Gatwick). Lot jest z kategorii dłuższych, bo trwa ponad 4h, warto więc zadbać o przekąski i pobrane filmy na lot!


Lotnisko w Lanzarote porównałabym rozmiarem do Krakowa, dość duże jak na ilość lotów, które obsługuje, ale na tyle małe, żeby się w nim szybko odnaleźć. Po przylocie czekała nas niekończąca się kolejka do kontroli paszportowej, na szczęście po kilku minutach pojawiła się pani, która zebrała szczęśliwych posiadaczy europejskich paszportów do pustych stoisk elektronicznych. Jeszcze zanim wyjdziecie ze strefy airside (tam, gdzie odbiera się bagaż), znajdziecie stanowiska wypożyczalni samochodów.


Wypożyczenie samochodu

Nasza taktyka zawsze jest taka sama: sprawdzić wszelkie porównywarki (np Kayak, RentalCars, DiscoverCars, Booking), przefiltrować do: odbioru samochodu na lotnisku (żadnych shuttle itp, strata czasu), automatycznej skrzyni biegów, klasy coś wyżej niż mini, i posegregować wg najniższej ceny. Tym razem jednak nie byliśmy przekonani do tego, co nam wyskoczyło (Europcar i inne standardowe wypożyczalnie), bo 1) opinie były wyjątkowo złe, 2) opinie o lokalnych wypożyczalniach były wyjątkowo dobre. To, co często czytałam w kontekście wypożyczania samochodu na Lanzarote, to fakt, że wiele wypożyczalni zaznacza w regulaminie zakaz jazdy off-road, gdy przy niektórych klasycznych punktach na Lanzarote jest to nieuniknione. Biorąc samochód z klasycznej wypożyczalni bez dodatkowego ubezpieczenia, w zasadzie prosimy się o to, by szukali na nas rysy, którą niby zarobiliśmy, zjeżdżając poza trasę. Lokalne wypożyczalnie domyślnie wypożyczają auta z pełnym ubezpieczeniem i niczym nie musimy się martwić. Uznaliśmy, że tym razem warto dopłacić i oszczędzić sobie dyskusji, zwłaszcza że cena była wciąż bardzo w porządku. Za 4 pełne dni zapłaciliśmy 148 EUR w wypożyczalni Cabrera Medina (ta sama „sieć” co Cicar). Rezerwowaliśmy je bezpośrednio na stronie wypożyczalni.



Nocleg

Początkowo mieliśmy lecieć w piątek rano i wracać w poniedziałek wieczorem, co dawało nam 3 noce, stąd wybraliśmy spanie w jednym miejscu. Na krótko przed wylotem zdecydowaliśmy się zmienić lot na czwartek wieczór i udało nam się przedłużyć naszą rezerwację o dodatkową noc (nie mogłam już jej odwołać). Gdybym planowała od razu 4 noce, rozważyłabym podział noclegów na dwa miejsca, choć była to miła odmiana, nie musieć się nigdzie przenosić!


Wybraliśmy nocleg w środku wyspy, blisko interesujących nas atrakcji, ale jednocześnie niebędący atrakcją samą w sobie, tym samym wymagający poruszania się wszędzie samochodem. Plus, wszędzie mieliśmy dość blisko, nie staliśmy w miasteczkowych korkach, nie było problemów z parkingiem, okolica była super spokojna i cicha, a nocą idealnie ciemna (mieszkamy w Londynie, to bardzo miła odmiana :D). Minus, wszędzie trzeba było poruszać się samochodem ;) Nasze miejsce bardzo polecamy, właścicielka jest przemiła, bardzo łatwa w kontakcie, miejsce to guesthouse przy jej domu z czterema pokojami, było bardzo czyściutko (i codziennie sprzątane). Nie wybieralibyśmy jednak tego miejsca ze względu na śniadania, były bardzo podstawowe (ciasto, kawa, jogurt z owocami, do tego tost z serem i szynką). Sami odpuściliśmy je w połowie dni i jedliśmy na mieście. Miejsce zarezerwowaliśmy przez booking.com, znajdziecie go pod nazwą Villa El Jable Lanzarote.



Co zobaczyć na Lanzarote

Prawie wszystkie płatne miejsca z listy poniżej są prowadzone przez Centrum Sztuki, Kultury i Turystyki (CACT). W przeszłości była możliwość zakupu łączonego biletu, ale od zeszłego roku nie jest to możliwe i za każdą atrakcję płaci się osobno. Nie jest to mały koszt, i choć nam podobało się wszystko i do wszystkiego weszlibyśmy drugi raz, to w swoich opisach miejsc starałam się jak najlepiej nakreślić czego możecie się spodziewać - jeśli mielibyście decydować, czy z czegoś nie zrezygnować.


Mirador del Río

To wspomniany wcześniej punkt widokowy na północnym krańcu wyspy. Wejście kosztuje 9 EUR i obejmuje kawiarnię + punkt widokowy. Chociaż nie ma tu za dużo do zwiedzania, samo miejsce i widok zrobiło na nas duże wrażenie. Kawa była tylko ok :) Tu przyjechałabym "obowiązkowo" - najlepiej z samego rana.


Jameos del Agua

Tunel lawowy, przekształcony w trasę dla zwiedzających, z restauracją, audytorium, podziemnym jeziorem i charakterystycznym basenem z palmą. W tym samym miejscu jest także muzeum wulkanów. Bilet do obu tych miejsc kosztuje 22.60 EUR, bez muzeum - 17 EUR.

TIP: na wejście trafiliśmy na długą kolejkę do kas, w czasie gdy bilet można było kupić na telefonie i wejść z marszu - sami zrobiliśmy to dosłownie przy samym wejściu.


Zwiedzanie zaczyna się od restauracji i to miejsce robi największe wrażenie na żywo. Zjedliśmy tu lunch, był bardzo smaczny, szybko podany, ale raczej nie jest to wykwintny posiłek. Za to dla tych okoliczności, zdecydowanie warto! Minus - jedząc w restauracji w zasadzie jest się częścią kadru dla wszystkich przechodzących osób. Podziemne jezioro spodobało nam się za sprawą dziesiątek malutkich, ślepych krabów, które dało się dostrzec w wodzie! Charakterystyczny basen jest najbardziej fotogeniczną częścią, choć jest to wyłącznie dekoracja. Polecamy wejście do muzeum - wygrało kilka nagród i faktycznie jest bardzo ciekawie zaprojektowane (zwłaszcza, że byliśmy tam praktycznie sami).


To być może jedno z top miejsc na Lanzarote, ale myślę, że może niektórych rozczarować za bycie "tworem pod turystów" (do tego jedno z droższych na wyspie, i najbardziej zatłoczonych).



Casa Museo de César Manrique

Dawny dom Cesara, w którym mieszkał do śmierci. To pierwsze miejsce, które zwiedziliśmy na Lanzarote, i podobało nam się najbardziej. Dom jest piękny, świetnie zachowany, wnętrze inspiruje i trudno się od niego oderwać. Bilet kosztuje 10 EUR lub 17 EUR, w pakiecie z biletem do drugiego domu Cesara - César Manrique Foundation. To drugie miejsce spodobało nam się mniej - nie zachowano samego wystroju wnętrz, choć można za to obejrzeć tam obrazy artysty i architektura jest trochę ciekawsza. Ze względu na łączony bilet, wybrałabym się do obu miejsc. Uwaga, jeśli kupicie pojedynczy bilet, nie można go już potem "powiększyć" o drugie muzeum.



Jardín de Cactus

Ogród kaktusów w dawnym kamieniołomie to kolejny projekt Cesara. Słyszeliśmy mieszane opinie (bo to tylko kaktusy), a nam bardzo się podobało! Co ciekawe, trafiliśmy na różne zdjęcia z poprzednich lat i ogród zdecydowanie wygląda coraz lepiej z biegiem czasu, bo kaktusy coraz bardziej się rozrastają (w każdą stronę) - stąd może nasz pozytywny odbiór. Na miejscu jest także kawiarnia (piękna sama w sobie i z widokiem na ogród). My byliśmy na (niecałą) ostatnią godzinę przed zamknięciem i trochę zabrakło nam czasu - 1.5h byłoby nam w sam raz. Wstęp kosztuje 9 EUR. Polecamy, jeśli lubicie kaktusy, roślinność i ładne zdjęcia.



Museo Lagomar

Najbardziej zachwycający architektonicznie dom w Lanzarote - willa wykuta w skale, pełna korytarzy i przejść. Dla nas jedno z najciekawszych miejsc, ale oferuje przede wszystkim designerskie doznania, co dla niektórych może być za mało - widzieliśmy trochę niezainteresowanych i znudzonych osób z miną pt. "to tyle?" ;) Bilety kosztują 10 EUR.



Casa Museo del Campesino

Miejsce stworzone przez Cesara, jako hołd dla mieszkańców, którzy na Lanzarote trudzili się rolnictwem i rzemiosłem. Przyznam, że tu nie do końca się odnaleźliśmy, miejsce jest darmowe i otwarte, więc było bardziej okazją do spaceru między budynkami niż zwiedzaniem? Bardzo ładny architektonicznie punkt na krótki przystanek.


Las Grietas

Czas na przygodę! Las Grietas to wąskie szczeliny w skałach, które kojarzą się z kanionami w Arizonie (to ich pewnie bardzo mała i niekonkurencyjna wersja, ale nie wzgardziliśmy okazją!). By tu dojść, musicie zaparkować przy ulicy szybkiego ruchu - nie jest to zbyt oczywiste (choć rozpoznacie miejsce przez inne zaparkowane samochody), a pobocze jest dość nisko. Potem możecie kierować się spacerem za strzałkami wymalowanymi na znakach (uwaga, w pewnym momencie się rozwidlają na przejście górą lub dołem - łatwiej jest odrazu pójść dołem). Szczelin jest kilka, każda kolejna jest coraz lepsza, więc warto dojść do samego końca. Atrakcja jest darmowa, spacer to tylko kilkanaście minut, a skały robią duże wrażenie - warty zrobienia przystanek!


La Geria

Mimo ekstremalnie suchego klimatu, mieszkańcy Lanzarote stworzyli wyjątkowy system uprawy winorośli w wulkanicznym pyle, który zatrzymuje wilgoć. To tu zobaczycie bardzo charakterystyczny krajobraz półksiężyców - to nasypy, które mają chronić winorośla od wiatru. Bardzo fotogeniczne miejsce i przejeżdżaliśmy ich drogą kilkakrotnie, zatrzymaliśmy się też w kilku winiarniach (opisy w dalszej części postu).


El Lago Verde / Charco de los Clicos

Kolejne darmowe miejsce, więc trudno sobie odmówić ;) To krótka ścieżka na punkt widokowy na plażę i zielone jezioro. Trafiliśmy tu na zachód słońca, ludzi była garstka i przy kilku okazjach zostawaliśmy sami (w sam raz na zrobienie zdjęć!).


Los Hervideros

To w tym miejscu lawa spływała do oceanu, tworząc efektowne formacje. Całe miejsce jest dobrze zagospodarowane w różnorakie korytarze i balkony. Parking i wejście są darmowe.



Famara

To miasteczko przy plaży, która przyciąga rzesze surferów. Spędziliśmy tu jedno po południe - Szymon surfując, ja wypatrując go z plaży (nie wiem, co było trudniejsze!). Krajobraz przypominał nam Kapsztad, więc naturalnie odrazu się polubiliśmy. Deska Szymona kosztowała 25 EUR (wetsuit dostał gratis, bo wypożyczał go już na kilka ostatnich godzin dnia).



Playa del Janubio

To druga i ostatnia plaża, na której spędziliśmy czas - tym razem na ostatnią godzinę przed zachodem słońca. Jeśli zauważycie ludzi uważnie szukających czegoś w czarnym piasku, mamy dla was rozwiązanie zagadki - szukają oliwinów, czyli drobnych, zielonych kamyczków tego minerału wyniesionych na powierzchnię przez erupcje wulkaniczne. Szybko połączyły nam się kropki, bo biżuterię z tych kamyczków widzieliśmy przy różnych turystycznych stoiskach. Takie poszukiwania w terenie to świetny sposób by zająć czymś dzieci (i dorosłych) na wiele godzin ;)


Park Narodowy Timanfaya

Na wejście do parku są dwa sposoby. Pierwszy, łatwiejszy, ale płatny, to wjazd do parku samochodem, by przesiąść się w autokar na niecałą godzinę objazdu. Taka przyjemność kosztuje 30 EUR za osobę dorosłą i nie można na niej wysiadać z autokaru. Na wjazd do parku jest spora kolejka (na 45min przed otwarciem widzieliśmy rząd ok 30 samochodów), słyszeliśmy że łatwiej jest późnym popołudniem. Nas zniechęciła cena i fakt, że jest to wycieczka autokarowa przez co zrezygnowaliśmy z pomysłu.


Drugi sposób wymaga większego planowania - jest to zapisanie się na darmowy tour z przewodnikiem z Parku Narodowego, który zabiera grupę na kilkugodzinny spacer po parku, trasą dostępną wyłącznie dla tej wycieczki. Zapisy ruszają z miesięcznym wyprzedzeniem, miejsca są bardzo ograniczone (po 8 osób na grupę anglo- i hiszpańskojęzyczną) i zrobicie to na ich oficjalnej stronie. Bardzo ważne: minimum wiek to 16 lat i trzeba znać język grupy - oba ograniczenia wynikają z ich ubezpieczenia. Jeśli nie zapiszecie się wcześniej, możecie próbować swojego szczęścia tak jak my, i na start o godz. 9:30 rano przyjechać na miejsce zbiórki - na Plaza de Los Remedios w miejscowości Yaiza, licząc, że ktoś się nie stawi. Pierwszego dnia naszych prób zwolniło się tylko jedno miejsce, drugiego mieliśmy więcej szczęścia - pojawiła się rodzina z małymi dziećmi i nie zostali przyjęci, tym samym dostaliśmy się my. W obu dniach byliśmy jedynymi próbującymi, ale gdyby ludzi było więcej, liczyłoby się, kto był pierwszy ;) Dlatego my przyjeżdżaliśmy wcześniej by zjeść śniadanie w okolicy i być na miejscu zbiórki zanim zbierze się grupa. Wycieczka jest bardzo punktualna, więc można także liczyć na spóźnialskich!


Hike na Caldera Blanca

Jeśli lubicie spędzać czas aktywnie i/lub chcecie odwiedzić Park Krajobrazowy los Volcanes, możecie tak jak my wybrać się na hike na własną rękę. Szlak prowadzi przez pola zastygłej lawy, by potem doprowadzić was do ogromnego krateru o średnicy 1,2km, który możecie obejść górą. Trasa jest według nas średniozaawansowana (bardziej zaawansowana niż łatwa - zdecydowanie polecamy buty z dobrą przyczepnością, nie tylko sportowe trampki) i zajmuje ok. 4 godziny. My krater obeszliśmy prawie dookoła, wiele osób w połowie zawraca (trasa się nieco urywa by w ok. 3/4 krateru zejść w dół). To zejście było wg nas najtrudniejsze - piasek był bardzo suchy, śliski, i skończyliśmy prawie na czworaka ;) Możliwe, że to kwestia dnia/pory roku/butów (mieliśmy buty do biegania, więc niespecjalnie odpowiednie na hike). Koniecznie pamiętajcie o SPF, nakryciu głowy i wodzie! To na wjazd tutaj trzeba przejechać krótki odcinek po trudnej, kamienistej drodze - nic fatalnego, ale rozumiemy o co chodzi wypożyczalniom ;)


Gdzie zjeść na Lanzarote

Trudno uwierzyć, że to przyznamy, ale... Lanzarote polubiło nas z hiszpańską kuchnią. Objadaliśmy się sałatkami, kanaryjskimi ziemniaczkami podawanymi z zielonym i czerwonym sosem (mojo verde/rojo) i owocami morza. Na tej wulkanicznej wyspie znajdziecie też kilka miejsc wyróżnionych w przewodniku Michelin, więc zdecydowanie to dobra destynacja na foodie podróż.


Bar Casa Juaquin - śniadanie

W miejscowości Yaiza zjedliśmy śniadanie dwa dni pod rząd, gdy próbowaliśmy swojego szczęścia na hike w parku narodowym - oba bardzo polecamy! Pierwsze, w lokalnym barze. Klimat osobliwy, bardzo lokalesowy, a wszystko było tanie i pyszne. Ja zamówiłam tosta z daktylami, awokado, jajkiem i pestkami, Szymon kanapkę z serem i szynką, a razem z kawą zapłaciliśmy bodajże 13 EUR.


Santa Catalina Cafè - śniadanie

Na drugi dzień spróbowaliśmy jedynej kawiarni otwartej w poranek wielkanocny ;) I tu też bardzo nam smakowało - zamówiliśmy kanapki, samo miejsce oferuje sporo stolików i ma widok na wulkan. Możecie spróbować tu kawy z gofio - to tradycyjna kanaryjska mąka z prażonych zbóż, która dodaje lekko orzechowy smak.


Restaurante El Risco - kolacja

Tą restaurację znaleźliśmy w przewodniku Michelin (z oznaczeniem Bib Gourmand), jednak tam opisywano ją jako zaaranżowaną w dawnym domu brata Cesara Manrique, zaprojektowanego przez artystę. Okazało się jednak, że restauracja zmieniła miejsce, recenzje i zdjęcia na Google Maps są zupełnie pomieszane, a w momencie pisania tego posta... restauracja zniknęła ze strony Michelin całkowicie ;) My naszą wizytę wspominamy bardzo dobrze - obsługa była przemiła (przyszliśmy wcześniej poprosić o stolik z widokiem, gdy wróciliśmy - manager sali zapamiętał Szymona z imienia :)), zamówiliśmy paellę z najświeższymi owocami spoza menu, do tego widok zachodzącego słońca i towarzystwo - wszystko robiło super klimat!



Casa Cejas - lunch

Jedno z naszych ulubionych miejsc tego wyjazdu, a trafiliśmy tu trochę przypadkiem. Z zewnątrz - zupełnie niepozorne, w środku znajdziecie kilka sal, każda kolejna robi większe wrażenie, a na końcu - trafiacie na dziedziniec. Jedzenie było (znowu) pyszne, idealne miejsce na lunch daleko od miasteczkowego zgiełku.



Bodegas Rubicón - lunch

Kolejny pyszny posiłek, zjedzony na tarasie w cieniu ich ogromnego drzewa. Oprócz kanaryjskich ziemniaczków koniecznie wybierzcie ich domową sałatkę i kalmary. Samo miejsce można sobie samemu zwiedzić - jest kilka otwartych pomieszczeń i winnica. Do lunchu możecie zamówić tasting ich win. Uwaga, lunch przestają serwować ok 15 i nie zjecie już nic po tej godzinie.



Pomijam opisy miejsc, które nie zapadły nam w pamięć i może następnym razem wybralibyśmy coś innego (choć wszystkie były smaczne i nigdzie się nie zatruliśmy ;)) - to m.in. Restaurante El Caleton w El Golfo, El Chiringuito w Famarze i Alma Tapas w La Santa.


Czy Lanzarote to tylko wyspa hoteli all-inclusive?

Zdecydowanie nie, i sami przez cztery dni nie trafiliśmy do żadnego większego miasteczka i skupiska hoteli. Taki wydłużony weekend jest zdecydowanie w sam raz by zarówno pozwiedzać, jak i mieć kilka leniwych popołudni. Może nie spodziewam się tu szybkiego powrotu, ale Lanzarote zdecydowanie przerosło nasze oczekiwania i śmiało możemy polecić tą wyspę dla osób, które lubią dobry design, surowe krajobrazy i pyszne jedzenie!


Do zobaczenia na naszym Instagramie! Znajdziesz nas tu: @para_lata.



 
 
 

Komentarze


Komentowanie tego posta nie jest już dostępne. Skontaktuj się z właścicielem strony, aby uzyskać więcej informacji.

Follow us on Instagram

paralata

bottom of page