Laponia, Finlandia
- klaudiakordowska7
- 12 gru 2025
- 10 minut(y) czytania
[Ten post zawiera linki afiliacyjne - nasze podróże finansujemy sami, a jeśli zdecydujecie się skorzystać z naszych rekomendacji, będzie nam miło jeśli skorzystacie z naszego linku, dzięki czemu dostaniemy mały % prowizji]
Londyn może mieć najlepsze świąteczne dekoracje, Niemcy najlepsze świąteczne jarmarki, ale tytuł najbardziej świątecznej atmosfery należy do Laponii! Ta destynacja była moim urodzinowym marzeniem, bo swoje grudniowe święto od dziecka kojarzyłam ze śnieżną scenerią - co już w dorosłym życiu rzadko mam okazję doświadczyć. Dlatego z terminem nie było kompromisów - wyjazd musiał być w grudniu! I piękniejszej bajki nie mogłam sobie wymarzyć. Jaki był nasz wyjazd? Był urodzinowy (więc w bardzo określonym, popularnym terminie), krótki (bo na tyle mi starczyło urlopu ;)), dorosły (więc priorytetem nie była wioska św. Mikołaja czy podobne atrakcje), narciarski (bo nart chcieliśmy tam koniecznie spróbować).
Kiedy lecieć do Laponii?
Będziemy niepopularni (albo wręcz przeciwnie). Grudzień to najbardziej oblegany i najdroższy termin na Laponię. I... nie bez powodu - to właśnie wtedy chcemy poczuć magię świąt. To ten krótki okres, gdy nie przeszkadza nam śnieg i mróz, gdy długie noce rozświetlają choinki i światełka, gdy budzi się w nas dziecięca ekscytacja świętami - nawet gdy święta potem przychodzą i odchodzą w mgnieniu oka. Laponia w grudniu ma magię nie do podrobienia - i nie do odrobienia w październiku czy marcu. Jeśli chcecie Laponię zwiedzić - mieć długi dzień na atrakcje, zobaczyć zorzę - to jasne, wybór wiosny czy jesieni to dobra alternatywa. Ale... Laponia jest trochę na jeden raz. I jeśli chcecie by ten jeden raz był waszym dziecięcym spełnieniem marzeń, wybierzcie grudzień. A my opowiemy wam, jak zrobiliśmy to bez tłumów i w rozsądnym budżecie!
O czym jednak warto wiedzieć: w grudniu dni są bardzo krótkie - niecałe 3 godziny słońca 1 grudnia, od połowy grudnia trwa noc polarna, a do tego szanse na zorzę są małe przez duże zachmurzenie.
Czy w Laponii naprawdę jest tak zimno?
Sami trafiliśmy na bardzo przyjazną zimę - temperatury wahały się przez cały czas naszego pobytu między -4 a -8 stopni. W takich warunkach baza merino + strój narciarski lub jeansy i sweter były wystarczające. Na większe mrozy, ubralibyśmy pewnie dwie warstwy merino ;) a w ostateczności - wypożyczylibyśmy zimowe ubrania, co jest bardzo popularną opcją w Laponii. Taki strój często jest wliczony w koszt atrakcji (np. husky safari) lub oferowany w hotelach. Ale jeśli macie dobrą zimową bazę i swetry: merino, wełna, kaszmir - zima w Laponii nie jest taka straszna, i sami nie kupowaliśmy żadnych rzeczy celowo pod ten wyjazd.
Loty
Laponia to nie tylko Rovaniemi - wyszukując lotów, sprawdzałam również loty na lotniska Ivalo (ski resort Saariselkä), Kittilä (ski resort Levi i Yllas) i Kuusamo (ski resort Ruka). Kierowaliśmy się lotniskiem wylotowym w Londynie (Heathrow lub Gatwick) i ceną (wliczając w to również podręczny i odprawiany bagaż). Już w marcu ustawiłam alerty cenowe na Google Flights, ale ceny utrzymywały się na poziomie £400-500 w dwie strony od osoby. Gdy wskoczyła cena poniżej £200 od osoby w czerwcu na lot do Kittilä - bilety kupiliśmy od razu. Lecieliśmy z Lufthansą przez Monachium w jedną stronę, i z Swiss przez Zurych wracając. Wszystko na jednym bilecie, kupowane przez stronę Lufthansy, a z dodatkowym bagażem 23kg zapłaciliśmy £225 od osoby.

Jak się poruszać?
Na nasz rodzaj wyjazdu, nie wyobrażam sobie nie mieć samochodu. Jedyna opcja, by go nie mieć, to tylko spanie w hotelu, który zapewnia podstawowe transfery (lotnisko, atrakcje) plus posiłkowanie się taksówkami.
Samochód zarezerwowaliśmy przez discovercars.com w wypożyczalni Greenmotion, jeszcze w lipcu, kierowaliśmy się przede wszystkim ceną. Za SUV-a w automacie, na 4 pełne dni, zapłaciliśmy 480 EUR (mamy ubezpieczenie wkładu własnego w naszym ubezpieczeniu podróżnym, więc nie dopłacamy za dodatkowe ubezpieczenie w wypożyczalni). Punkty większości wypożyczalni znajdują się jeszcze przed wyjściem z lotniska (strefy airside), przy odbiorze bagażu - to ważne, bo nie można tam już wrócić, jeśli wyjdziecie. Warto ustawić się do kolejki jak najszybciej (jeśli czekacie na bagaż). Sam odbiór i oddanie było bezproblemowe, w czasie całego wyjazdu zatankowaliśmy raz - przed oddaniem samochodu, lekko ponad pół baku kosztowało nas ok. 50 EUR.
Noclegi
Mieliśmy do zagospodarowania 4 noce, które chcieliśmy podzielić na dwa miejsca: jedno bardziej "lokalne" (własny domek, bardziej rezydencyjna okolica), drugie - "przeszklone". Spanie w przeszklonym igloo jest lapońskim marzeniem chyba każdego, ceny są jednak zaporowe (porównywalne chyba tylko do resortów w Malediwach! mowa tu o £600+ za noc), a z wyjazdem w grudniu - to wątpliwa inwestycja (jeśli chcemy w takim domku obserwować zorze). Marzenie jednak mnie nie opuściło, i udało mi się znaleźć jedno "przeszklone" miejsce, które nas nie zrujnowało. Ale o tym za chwilę!
Na pierwsze trzy noce zatrzymaliśmy się w domku znalezionym na booking.com. Po skandynawsku proste, przytulne, bez luksusów - ale ze wszystkim, czego potrzebowaliśmy na kilka dni. W tym oczywiście z własną sauną! Kilka minut jazdy samochodem od miasteczka (ze sklepem czy restauracjami), w lesie, z kilkoma innymi domkami w zasięgu wzroku. Nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń do miejsca, ani hostów, i śmiało możemy go wam polecić! Za 3 noce zapłaciliśmy 590 EUR.
Na ostatnią noc zatrzymaliśmy się w Rafi Village - kompleks 4 domków w lesie + kilka budynków użytkowych, jak restauracja czy sauna. Każdy z domków ma przeszklony dach do obserwowania nieba z łóżka, a także hot tub na tarasie, ogrzewany piecykiem na drewno (koszt - dodatkowe 90 EUR). Jeden spory minus - w domkach nie ma... łazienek - te znajdują się w głównym budynku. W domku jest za to toaleta i umywalka z wodą pitną, więc nie z każdą potrzebą trzeba iść do budynku głównego. Choć długo biłam się z myślami, czy damy radę w środku zimy nie mieć łazienki, okazało się, że w trakcie całego wyjazdu dość często bywaliśmy na dworze bez ubrań ;) chłodząc się śniegiem po sesji w saunie! Nie był to więc aż tak duży problem, a cenowo wychodziło to naprawdę bezkonkurencyjnie - za jedną noc zapłaciliśmy £230 i w takiej cenie nie było żadnych alternatyw w kategorii "oszklonych domków".
Samo miejsce było magiczne - w lesie, przy jeziorze, pośrodku niczego. Wspaniali właściciele, którzy gotują dla swoich gości domowe śniadania i obiady. Sporo atrakcji, które można robić na miejscu, w zależności od warunków pogodowych: od łyżew na jeziorze, przez biegówki, po skutery śnieżne, czy saunowanie. Sam domek był ciepły, przytulny, choć mały - ale doskonały na 1-2 dni.
Inne miejsca, które mieliśmy na oku, lub widzieliśmy ludzi w ich zimowych kombinezonach ;), lub rozważylibyśmy na kolejny raz:
Hotel Ylläsrinne Deluxe - ma nowe pokoje - częściowo przeszklone, w b. konkurencyjnych cenach
Atrakcje w Laponii
Nie tylko resorty są w Laponii tak drogie jak na Malediwach - atrakcje również. Ceny wszystkiego są po prostu zaporowe i trudne do uzasadnienia - to znaczy, oczywiście można próbować to uzasadnić kosztami utrzymania miejsc czy faktem, że ich sezon na zarabianie jest stosunkowo krótki. Ale chyba przyznacie, że 2-3h z psami husky w cenie 260 EUR za osobę (lub 6-7h za ponad 500 EUR) - trochę zatrważają! Dość szybko okazało się, że nasze narty to jedna z tańszych form spędzania czasu ;)
Narty
Nart w Laponii chcieliśmy spróbować trochę dla zasady - by móc porównać je do ośrodków w Alpach. Po jednym dniu byliśmy zachwyceni i przedłużyliśmy wypożyczenie sprzętu na kolejny dzień. I tak jeździliśmy jeden dzień w ośrodku w Yllas (South) a drugi w Levi. Sprzęt wypożyczaliśmy w HILL Ski Rent, a ponieważ mają oddziały w obu ośrodkach - w jednym wypożyczaliśmy, w drugim go oddaliśmy. Przylecieliśmy z własnymi butami, kaskami i goglami, bo te rzeczy lubimy mieć swoje, ale gabaryty nart i kijków już trudniej uzasadnić. Narty + kijki x2 (dla mnie standardowe, dla Szymona advanced) kosztowały nas za dwa pełne dni 97 EUR.
Plusy:
Brak wysokich gór oznacza dość łatwe i przyjemne trasy - doskonałe dla osób początkujących czy średniozaawansowanych, ale też takich, którzy czerpią przyjemność z łapania skrętów bardziej niż ze stromych stoków.
Bardzo mało ludzi - Finlandia nie jest narciarską destynacją, więc stok dzieliliśmy tylko z lokalsami lub ciekawymi turystami takimi jak my, przyjeżdżającymi na dzień lub dwa, a nie tydzień.
Bardzo dobrze oświetlone stoki - przez krótki dzień, stoki przystosowane są do nocnej jazdy, więc nie ma mowy o słabej widoczności. Przez małą ilość ludzi - stoki są mało wyjeżdżone i spokojnie można szaleć do zamknięcia (godz. 17 na początku/końcu sezonu, godz. 19 w środku sezonu).
Ceny porównywalne z ośrodkami w Europie - wypożyczenie pełnego sprzętu na jeden dzień kosztowało ok. 40 EUR (na dwa dni - dodatkowe 10 EUR), ski pass ok. 50-60 EUR. Na cały dzień atrakcji - jest to jedna z tańszych form spędzenia czasu w Laponii.
Dobra infrastruktura - może nie najnowsza, ale są gondole czy wyciągi krzesełkowe z zadaszeniem; są knajpki z dobrym jedzeniem czy napojami, parkingi, narciarskie miasteczka ze sklepami i wypożyczalniami - podobnie jak wszędzie indziej w Europie.
Minusy:
Pełny sezon zaczyna się dopiero na początku roku - w połowie grudnia, otwarte było zaledwie kilka głównych stoków. Tak naprawdę dopiero przed świętami otwiera się ich więcej. Wracając do cen - w stosunku do dostępnych tras, wypada to drogo. Status otwartych wyciągów i tras najlepiej sprawdzać na stronach internetowych ośrodków, które was interesują.
Ośrodki same w sobie nie są duże, a trasy - choć piękne! - dość monotonne. Trudno jest nam sobie wyobrazić spędzenie tam całego tygodnia - 2-3 dni to według nas max.
Podsumowując: narty to świetna atrakcja na czas w Laponii i dobra opcja do nauki (krótkie i długie niebieskie trasy, brak ludzi), ale nie traktowaliśmy jej jako alternatywy dla nart w Alpach czy jedynego celu na wyjazd.
Sauna
Finowie są znani ze swojej miłości do saun, która udzieliła się całemu światu. Znani są też z posiadania własnej sauny, nawet w mieszkaniach w blokach. Nasz pierwszy domek również swoją saunę miał, choć niedużą, ale wystarczającą dla dwóch osób. Korzystaliśmy z niej każdego wieczoru i jeśli też macie taki zamiar, zdecydowanie polecamy szukać domków z dostępem do sauny. Ponieważ w Laponii wszystko kosztuje ;) upewnijcie się, że korzystanie z niej nie jest dodatkowo płatne.
Chcąc spełnić marzenie o saunie przy jeziorze + kąpiel w przeręblu, z przykrością odkryłam, że to również kosztuje chore pieniądze :D i takie sauny, choć da się znaleźć, oferowane są prawie zawsze na wyłączność, w cenie 300 EUR+ za sesję po 2 godz (ale tą na szczycie góry to przyznam, rozważaliśmy :D). Jedyne, co udało mi się znaleźć w naszej okolicy, to Loimu Resort, który udostępnia swój kompleks saun w środy wieczorem (20 EUR za osobę) oraz Sauna Arctic World, otwarty codziennie (40 EUR za osobę). My odwiedziliśmy to drugie miejsce i je bardzo polecamy - 4 sauny, z wejściem do jeziora (hardcore!), strefa odpoczynku, ręczniki, woda do picia, czysta i dobrze zaopatrzona łazienka. Jeśli będziecie mieć szczęście do zorzy - to świetne okoliczności do obserwacji, z jedną przeszkloną sauną!
Renifery
Husky szybko sobie wybiłam z głowy ;) Ale renifery chciałam zobaczyć koniecznie! Trafiliśmy na nie przejeżdżając przez lasy (a nawet przy lotnisku), były również w naszym ostatnim noclegu. Chcąc poobcować z nimi trochę dłużej, znalazłam farmę reniferów, która w mojej ocenie podchodzi do swojej turystyki w zrównoważony i etyczny sposób. Chcę to podkreślić, bo słyszałam, jak wygląda to w Rovaniemi, gdzie renifery w kółko i bez przerw ciągną na saniach ludzi całymi dniami po wiosce św. Mikołaja - takie coś nawet nie wchodziło w grę.
Odwiedzając farmy reniferów, najczęstsze atrakcje to karmienie, przejazd saniami, ognisko i reniferowe historie z właścicielami. My wybraliśmy Villa Vaamila, opcję z przejazdem saniami (2 km) i polecamy zarówno to miejsce, jak i tę atrakcję (koszt to 85 EUR) - renifery były zadbane, spokojne, pracują mało, a właścicielka Heidi jest ogromnie ciepła i zakochana w swoich reniferach. Przejazd, choć krótki, był wspaniałym doświadczeniem! Renifery to tak spokojne, łagodne zwierzęta, niczym wyjęte z baśni - warto poznać je bliżej! Wiedzieliście, że lato spędzają na wolności, w lasach, by wrócić do swoich właścicieli na zimę?
Inne atrakcje
Z rzeczy, które również rozważaliśmy, to skutery śnieżne (ok. £170 za 3.5h) - nie byłam jednak aż tak żądna adrenaliny :D ale przy dodatkowym dniu, pewnie byśmy się na to zdecydowali! Zwłaszcza że oferował je także nasz ostatni nocleg. Narty-biegówki - tu trochę zabrakło nam czasu, trochę nie dopisała pogoda - nasz ostatni nocleg nie miał jeszcze wytyczonych tras, bo śnieg przyszedł do nich podobno zbyt późno w tym roku. Ale w okolicy Yllas tras jest masa, a koszt wypożyczenia sprzętu to ok. 60 EUR za dzień (buty, narty, kijki). Odrobinę rozważaliśmy wyjazd w poszukiwaniu zorzy, ale przy zachmurzeniu 100% (dosłownie) w trakcie naszego wyjazdu, szanse, że zapłacilibyśmy kilkaset EUR, żeby patrzeć w ciemne niebo, były zbyt duże.
Jedzenie
Na początku wyjazdu zaopatrzyliśmy się w lokalnym supermarkecie w rzeczy na śniadanie + przekąski, a ze sobą przywieźliśmy kilka polskich zup na kolację (bo je uwielbiamy i wozimy ze sobą na każde narty :D). Oprócz tego odwiedziliśmy restaurację Ravintola Rouhe w Äkäslompolo, by spróbować... dań z renifera. Ceny londyńskie, jedzenie było ok, ale nie wiem, czy mimo wysokich ocen, jest to faktycznie najlepsza restauracja w miasteczku. W okolicy polecamy za to Velhonkota Oy - chatka w środku lasu, popularna wśród osób na biegówkach (miejsce jest na ich trasie) - ale możecie tam dojechać samochodem (parking TU) + przejść kilkaset metrów. Serwują tam pyszną gorącą czekoladę i naleśniki na słodko i słono. Do tego sporo jedliśmy na stokach i w każdym miejscu byliśmy bardzo zadowoleni: np. w Ylläskammi spróbowaliśmy kremowej zupy z łososiem i ziemniakami, a w Boneless (Levi South Point - dojedziecie tu też bez nart) zjedliśmy fenomenalne burgery (takie serio - jedne z lepszych jakie jedliśmy kiedykolwiek).
Podsumowanie kosztów - dwie osoby, 5 dni/4 noce:
Loty: £450
Noclegi: £724
Wypożyczenie samochodu i paliwo: £464
Narty (ski pass + rental): £300
Jedzenie (supermarket, restauracje, gorące czekolady ;)): £312
Atrakcje (renifery, sauny): £298
Magnes na lotnisku: £14 !!
RAZEM: £2,562 / £1,281 za osobę co czyni ją naszą najdroższą podróżą kiedykolwiek, w przeliczeniu na dzień - o £1/dzień droższą niż Malediwy :P (ale tam byliśmy na dłużej + część na lokalnej wyspie).
Kilka przemyśleń...
Na początku tego wpisu napisałam, że Laponia jest trochę na jeden raz. Dlaczego? Trochę mogliście się zorientować po cenach atrakcji. Laponia jest bardzo nastawiona na bycie destynacją "once in a lifetime". Wiedzą, że takich turystów przyciągają, że każdy chce tego św. Mikołaja odhaczyć, i zapłacą, ile by to nie kosztowało. Jeden koszt ciągnie drugi - gdy już się dużo wydało, wiemy, że kolejny raz się może nie "szarpniemy", więc wydajemy jeszcze więcej na kolejne rzeczy. Trochę jak na Malediwach - każdy chce to po prostu przeżyć choć raz i nie szuka kompromisów. I jest to trochę przykre, bo do Laponii chciałoby się wracać, ale jak przetestowaliśmy na sobie - nawet odjeżdżając dalej od Rovaniemi, nie robi się dużo bardziej lokalnie, niszowo i tanio. Dlatego nawet poza sezonem może tu już nie wrócimy, a zorzy będziemy szukać gdzieś indziej. Powrót zaplanujemy co najwyżej dla wizyty u świętego Mikołaja ;) I nawet będąc rozsądnym w wyborze noclegów czy atrakcji, biorąc pod uwagę koszty "stałe" (loty, samochód), przy krótkim wyjeździe, ta destynacja po prostu wypada drogo. Jedynym plusem jest planowanie z wyprzedzeniem, stąd koszty rozkładają się w czasie.
Ale mimo to - po stokroć warto!















































Komentarze